Pokazywanie postów oznaczonych etykietą średniowiecze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą średniowiecze. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 października 2012

Niejasna historia jasnego wina.


Muszę przyznać, że miałem dziś niemały problem z rozpoczęciem mojej opowieści. Jak na ironię powodem był nadmiar historii. Natomiast winowajcą Vin Santo. Jak łatwo zgadnąć z jego powstaniem wiąże się zbyt dużo historii. Każda inna, ale wszystkie równie ciekawe. Opowiem parę słów o każdej, którą znalazłem, żeby nie być gołosłownym. Na początek zaczniemy od Sieny. Z tego pięknego miasta, założonego ponoć przez synów Remusa, pochodzi legenda o zakonniku, który w 1348 roku walczył z szalejącą w mieście epidemią. Jako lekarstwa użył pozostałości wina, które było używane przez jego braci do celebrowania mszy świętej. 
Chorzy, po wypiciu wina, oczywiście powracali do zdrowia. Cudowne uzdrowienia od razu nadały przydomek ‘santo’ winu używanemu podczas mszy. W ten sposób, już od czasów odrodzenia termin Vin Santo był utożsamiany z białym, słodkim winem z Italii. Zaledwie rok później wydarzyła się druga historia przedstawiająca początki Vin Santo. Jej głównym bohaterem był tym razem patriarcha Greckiego Kościoła Prawosławnego Basilios Bessarion. Gościł on we Florencji podczas Rady Ekumenicznej. Podczas obiadu podano do stołu Vin Pretto, lokalne słodkie białe wino. Po jego spróbowaniu patriarcha Bessarion miał rzec, że to wino pochodzi z Xanthos, ale jego współtowarzysze niedosłyszeli słów patriarchy i zrozumieli, że to wino jest „santo”. Nazwa jakkolwiek błędna okazała się chwytliwa i już wkrótce Vin Pretto przemianowano na Vin Santo. Następna historia nie jest dokładnie osadzona w czasie. Tym razem wiąże się ze sposobem tworzenia świętego wina. Otóż na to miano miało zasługiwać wino, którego fermentację zaczynano na Wszystkich Świętych, a koniec produkcji przypadał na Wielki Tydzień (wł. Settimana Santa). W innej wersji, grona miały powoli wysychać na słomianych matach przez całą zimę i dopiero w okolicach Wielkiego Tygodnia zaczynano fermentację. Z kolei według ostatniej już historii nazwa wina jest związana z miejscem, a dokładniej z grecką wyspą Santorini. Według niektórych to właśnie tam zaczęto produkcje sławnego wina, a jego nazwa wzięła się od wyspy, gdyż Vin(o) Santo(rini) miało być wynalazkiem Greków. Ta historia jest w pewnym sensie fałszywa i prawdziwa. Vinsanto z wyspy Santorini została spopularyzowane dopiero przez Turków Ottomańskich, a ta wyspa wpadła w ich ręce dopiero pod koniec XVI wieku, więc na długo po rozpowszechnieniu się Vin Santo. Z drugiej strony, już Hezjod wspomina o Greckich winach robionych z suszonych gron, więc tworzenie tego typu wina z pewnością nie było włoskim pomysłem. Jednak sposób tworzenia obu win różni się dość znacząco. 

Wino z Santorini jest robione z winogron suszonych na słońcu, natomiast, żeby zrobić Vin Santo winogrona suszy się na słomianych matach w przewiewnych pomieszczeniach, a także musi ono dojrzewać w specjalnych beczkach. Dlatego związek obu win kończy się tylko na nazwie. Niestety skończyły mi się też historie o powstaniu świętego wina. No, może poza ostatnią, najmniej ciekawą, poniekąd już przedstawioną. Mówi ona, że Vin Santo to po prostu nazwa nadana winu mszalnemu. Słodkie wino było preferowane do tego typu czynności, więc taki styl produkcji wina dość szybko się przyjął i rozpowszechnił. A wymyślenie do takich win nazwy „Vin Santo” było dość oczywiste. Nie mi oceniać, która historia jest prawdziwa. Zapewne wielu uzna, że ostatnia jest najbardziej prawdopodobna i racjonalna. Szczerze mówiąc, sam też się ku niej skłaniam. Mimo to nie możemy być stuprocentowo pewni prawdziwości jednej, wybranej historii. Dlatego Vin Santo pozostanie winem o wielu historiach.

środa, 1 sierpnia 2012

Podróż z winem w tle.

Na lekcjach historii, jedynym momentem, w którym słyszeliśmy o królu niemieckim Henryku V, była bitwa pod Psim Polem. Była to mała potyczka z Bolesławem Krzywoustym, faktycznie tylko przez Długosza uczyniona wielkim zwycięstwem oręża polskiego. Dla Henryka dużo mniej znacząca niż dla Polaków. Król niemiecki już wtedy miał w głowie dużo ważniejsze plany niż pokonanie Bolesława. Szykował swą armię na Rzym, aby pokonać papieża. Kontynuował spór cesarza z papieżem nawiązany przez jego ojca. A wszystko po to by zdobyć najwyższą władzę w Europie i koronować się cesarzem rzymskim. W krótkim czasie osiągnął swój cel, a już w 1111 roku szykowano się do koronacji Henryka V na cesarza rzymskiego. Za nim do Rzymu podążyło wielu duchownych i możnych niemieckich, aby być obecnym na koronacji swego króla. Jednym z nich był Johann Fugger (bądź Defuk), biskup z Ausberga.
  
Jako, że podróż z Niemiec do Italii trwała dość długo, to zmyślny duchowny chciał ją dobrze zaplanować. Trzeba było wiedzieć, gdzie będzie można się zatrzymać, a w zasadzie gdzie warto się zatrzymać. Dla biskupa najważniejszym czynnikiem było wino. Musiał być on wielkim amatorem wina gdyż wymyślił sprytny sposób, aby zatrzymywać się w karczmach tylko z dobrym winem. Kilka dni przed swoim wyjazdem wysłał w tą samą podróż swego zaufanego sługę. Jego celem było zatrzymywanie się w każdej napotkanej karczmie i sprawdzanie jakości wina. Gdy sługa uznał wino wartym podniebienia biskupa Ausberga miał na drzwiach karczmy napisać „Est”, czyli „jest” po łacinie. Tym sposobem biskup mógł podróżować aż do samego Rzymu, spokojny, że nie trafi do karczmy z jakimś podłym winem. Podróż przebiegła bez większych sensacji, aż do małej wioski w Lacjum. Montefiascone, leży nieopodal Rzymu, celu podróży Johanna Fuggera. Tam właśnie niemiecki biskup natrafił na karczmę, której drzwi były ozdobione napisem „Est! Est! Est!”. Aż trzy „Est” były pozostawione, przez sługę na drzwiach owej karczmy, po to, aby biskup nie przegapił tego miejsca, w którym wino tak bardzo zasmakowało służącemu biskupa. Jak widać znał on dobrze gust swego pana, gdyż biskup Defuk postanowił pozostać w miasteczku Montefiascone. I tam raczył się doskonałym włoskim winem aż do końca swych dni. Na jego grobie został wyryty napis: Est. Est. Propter Nimium Est Hic Jo. Defuk Dominus Meus Mortuus Est, (łac. Tu spoczywa mój mistrz Johann Defuk, zmarły z powodu zbyt dużej ilości Est.Est.) Podobno biskup przed śmiercią nakazał, aby co roku w rocznicę jego odejścia do grobu wlewać beczkę wina. Tak też czyniono przez pewien czas, lecz miejscowy biskup uznał to za zbytnie marnotrawstwo i kazał oddawać tą beczkę do miejscowego seminarium, aby klerycy co roku godnie uczcili rocznicę śmierci biskupa Fuggera. Tak właśnie przedstawia się historia wspaniałego do dziś włoskiego wina Est! Est!! Est!!! di Montefiascone. Dziś to białe, przeważnie wytrawne wino posiada status DOC, otrzymało go jako jedno z pierwszych we Włoszech, już w 1966 roku(prawo zostało wprowadzone w 1963), i jest z pewnością jednym z najbardziej rozpoznawanych win włoskich na świecie. Trzeba przyznać, że to historia uczyniła je popularnym. Po raz kolejny dzięki sporze najważniejszych władców Europy, zwykli jej mieszkańcy otrzymali wspaniałe wino.

środa, 25 lipca 2012

Amfory, Beczki i Butelki…


…dzbany, bukłaki, zbiorniki, słowem wszystko w czym wino przechowywano*. Łatwo się domyślić, że przechowywanie wina było poważnym problemem od zawsze. I w zasadzie wciąż jest. Dziś, co prawda, większym problemem jest sposób zamknięcia, niż sam pojemnik w którym wino jest przechowywane. Ale nie o korkowej dyskusji mam pisać. Dziś trochę o tym jak przed wiekami radzono sobie z odpowiednim opakowaniem wina. Było to o tyle istotne, gdyż odpowiedni pojemnik był potrzebny do bezpiecznego przewożenia wina. Bo przecież, wino należało dowieźć na miejsce przeznaczenia w dobrym stanie, aby je sprzedać. Pierwszą weźmiemy na warsztat starożytność. 
Najbardziej popularnym pojemnikiem na wino tych czasów była amfora. Oczywiście były różne kształty, rodzaje, pojemności amfor, jednak standardowa amfora starożytności miała około 26 litrów (+/- 2 litry). Zaletą tego pojemnika był jego niewielki wpływ na jakość wina, gdyż glina mniej ingerowała w smak wina niż np. drewno. Mimo to, ta zaleta została troszkę nadszarpnięta poprzez sposób zamknięcia amfor. Lakowanie amfor żywicą, bądź smołą, istotnie wpływało na smak wina. Niestety nie był to pozytywny wpływ. Z drugiej strony, na korzyść amfor wpływały względnie niskie koszty wytworzenia. Glina potrzebna do wytworzenia ceramiki nie była towarem deficytowym w obszarze śródziemnomorskim. Ponadto, Grecja słynęła z wytwarzania doskonałej ceramiki, więc, rzemieślników do wytwarzania amfor nie brakowało. Warto przypomnieć jeszcze jedną ważną rzecz, mianowicie sposób picia wina w starożytności. Doprawianie wina przyprawami, miodem i innymi specyfikami sprawiało, że smak trunku, psuty przez pieczęcie amfor, nie był tak wyczuwalny. Prawdopodobnie te zalety amfor spowodowały, że były one popularne tylko w starożytności. Wraz z ukształtowaniem się nowych regionów winnych, przed wszystkim na terenach dzisiejszej Francji i Niemiec miejsce amfor zajęły beczki. Oczywiście beczki nie są wynalazkiem zakonników, nawet używanie ich do przechowywania wina nie jest ich wynalazkiem. Wino w beczkach przechowywano już kilka tysięcy lat przed naszą erą, jednakże nie przyjęło się to zbytnio, ze względu na dość niewielką ilość drewna w krajach śródziemnomorskich. W zasadzie momentem w którym beczki zyskały bardzo na znaczeniu, było zwiększenie handlu Rzymu z barbarzyńcami, czyli ok. I-II wieku n.e. A między III a V wiekiem miało miejsce całkowite zastąpienie amfor beczkami. 

I od tamtego momentu, aż do dziś, beczka jest bardzo istotnym elementem w świecie wina. Dziś jest ważna dla producentów wina, z zupełnie innych względów niż kiedyś. Dawniej był to przede wszystkim zbiornik do transportu i przetrzymywania wina. Dębowe beczki nie dość, że pozwalały dojrzewać winu – z czego raczej nie zdawano sobie sprawy – to jeszcze nie zanieczyszczały wina. A to było najważniejsze, czyste wino można było transportować na duże odległości bez potrzeby dodatkowego zatykania pojemników substancjami znacznie pogarszającymi smak. Poza tym dawniej beczki były głównym i w zasadzie jedynym sposobem przechowywania wina. Podczas gdy w starożytnej Grecji amfory używane były przede wszystkim do transportu, a do przechowywania wina służyły wielkie zbiorniki tzw. pitosy, liczące ponad 500 litrów. Dlatego beczki były tak istotne dla winnictwa. Dziś ich rola jest zupełnie inna. Beczki dębowe służą przede wszystkim do nadawaniu winu charakteru. Starzenie wina jest jednym z bardziej istotnym procesów w jego produkcji. Dyskusja nad wyższością dębu francuskiego nad amerykańskim i vice versa nie ma końca. Ale przecież beczka to nie wszystko. Dla nas najbardziej charakterystycznym pojemnikiem na wino jest butelka, i to taka o pojemności 750 ml. A dla historii wina jest to dość nowoczesny sposób na przechowywanie tego trunku. Początkowo butelki na wino nie były zbyt popularne. Przyczyna tego była dość zabawna, otóż wczesnonowożytna technika produkcji szkła nie była najlepsza, dlatego też, wytapiano głównie butelki o różnych kształtach i nieprzezroczyste. Gdy sprzedawano wino w takich butelkach nie brakowało handlarzy, którzy oszukiwali na ilości sprzedawanego wina. Dlatego też, chętniej kupowano wino „na wagę” tzn. przynoszono własne pojemniki i odmierzano pożądaną ilość. Zmiana przyszła na przełomie wieków XVIII i XIX, wtedy to opanowano produkcje butelek na tyle, aby tworzyć jednakowe rozmiary i w miarę przezroczyste butelki. Ich kształt różnił się dość znacząco od tych spotykanych dzisiaj. Były niewielkich rozmiarów o bardzo szerokim i niskim balonie. Ich pojemność wahała się zazwyczaj między 700 a 800 ml. Jednak każdy winiarz wybierał sobie wielkość butelki wedle własnych upodobań, dlatego też spotykano się z dość duża rozbieżnością. Dlatego też niemalże do połowy XX wieku, wina z Burgundii miały butelki o pojemności 800 ml, ale z Beaujolais już 500 ml. Dopiero w 1979 ustalono wielkość butelek na 750 ml.  Stało się to za sprawą Amerykanów, którzy chcieli wprowadzić pojemność butelki wina jako wartość stałą do systemu metrycznego. I tak też się stało. 

Mimo to, Francuzi chcieli pozostawić sobie trochę oryginalności i wymyślili system nazewnictwa butelek na wino, których pojemność była inna niż standardowa. Co więcej w europejskich regionach winiarskich przyjęło się, aby posiadać charakterystyczne kształty butelek na wino w poszczególnych regionach. Dlatego też dziś inny kształt mają butelki używane w Dolinie Rodanu, Burgundii, Nadrenii i Bordeaux. Winnictwo europejskie, zmuszone do standaryzacji przez USA, wciąż stara się różnice między sobą, nawet jeśli mają one dotyczyć tak błahych spraw jak kształt butelki.

A na koniec ciekawostka. Najstarszą butelką wina jest, znaleziona w grobie rzymskiego patrycjusza, butelka z okolic Speyer w Nadrenii-Palatynacie. Pochodzi z ok. 350 roku n.e. W tej chwili jest jednym z najważniejszych eksponatów z Muzeum Historycznego w Speyer.
Butelka z Muzeum w Speyer
* Tytuł został zaczerpnięty z książki Krzysztofa Kowalskiego „Amfory, Beczki, Butelki, szkice z dziejów wina” Polecam, niezwykle ciekawa pozycja dotycząca dziejów wina.

sobota, 14 lipca 2012

Patres vinearum - czyli za co powinniśmy dziękować zakonnikom


Pisałem już, że zakonnicy są ojcami nowoczesnego winnictwa. Jednak zasłużyli się też czymś więcej niż tylko rozszerzeniem produkcji wina. Dla mnichów wino stało się czymś więcej niż tylko napojem. I to z wielu względów. Po pierwsze ważna jest sfera sakralna tego napoju. Wino było niezbędnym elementem liturgii, tak więc pijąc wino na co dzień, zwykli mnisi mieli dostęp do pewnego elementu boskości, dostępnego tylko dla nielicznych. Oczywiście wino pijane do posiłków nie było konsekrowane, jednak moszcz winny, z którego wytwarzano wino był błogosławiony. W ten sposób można było osiągnąć namiastkę sacrum każdego dnia.
 

Innym ważnym dla mnichów aspektem była wartość materialna winorośli. Trzeba pamiętać, że głównie dzięki winu, zakony francuskie i zachodnioniemieckie osiągnęły swe bogactwa. Już w XII wieku, zyski ze sprzedaży wina były ogromne, dlatego też każdy zakon zakładał, bądź kupował, własną winnicę. W niektórych przypadkach winnice były bardzo oddalone od zakonów, np. mnisi osiedlający się w Belgii u brzegów Mozy i Lys, kupowali winnice w Niemczech – na brzegach Renu i Mozeli, i Francji – w okolicach Soissons , gdyż ich tereny nie sprzyjały uprawie winorośli. Szeroki handel winem napędzał rozwój najwspanialszych winnic europejskich. Dzięki temu, że na wino mnichów był popyt, do klasztorów spływało więcej pieniędzy, które były inwestowane właśnie w winnice, po to by mnożyć zyski. Jednak nie to jest największą zasługą mnichów. Bodajże najważniejszym osiągnięciem zakonników było picie czystego wina. Picie, nie upijanie się. To oni jako pierwsi zaczęli je degustować. Wspomniany wcześniej poemat Bitwa Win, najlepiej o tym świadczy. Mnisi szanowali wino, nie mieszali go niepotrzebnie z wodą, przyprawami i innymi specyfikami. A nawet pogardzali winem mieszanym, nazywając je bastard(bękart), niezwykle obraźliwie w ich czasach. Mimo to częstokroć zmuszeni byli do picia wina rozcieńczonego wodą, gdyż nawet dla nich spożywanie tylko czystego wina było zbyt kosztowne. Wina niemieszane były spożywane od święta.

Proporcje mieszania wina z wodą niestety nie są znane, zapewne zależały od poszczególnych reguł klasztornych. Zdarzało się też, że mieszano wino lepsze z gorszym. Nie doszukiwałbym się tu początków kupażu wina. Czyniono to by gorsze wino uczynić zdatnym do picia, lub vice versa, rozcieńczyć lepsze wino by było go więcej. Tak czyniono np. w Normandii – jednym z niewielu regionów Francji, gdzie uprawa winorośli nie powiodła się. Mnisi z tamtejszych kongregacji protestowali przeciwko takiemu niszczeniu dobry win. Za dobre wina uważano, te pochodzące głównie z Andegawenii(Dolina Loary), Burgundii i Gaskonii(Bordeaux). Wina francuskie z tych regionów były najwyżej cenione w Europie. Dorównywać im mogły jedynie wina reńskie. Mimo, że już wtedy znane były w Europie wina węgierskie, hiszpańskie, czy portugalskie to ich jakość wciąż odbiegała od win francuskich i reńskich. Zakonnicy z tych regionów znali się na rzeczy. Ich sztuka winiarska poszła o krok dalej w stosunku do starożytności. Degustacja wina, odkrywanie charakterystyki winorośli, początek poznawania istoty miejsca dla charakterystyki wina - to wszystko dało mnichom prymat w tworzeniu wina. Miał on trwać jeszcze wiele wieków.

środa, 4 lipca 2012

Bitwa Win

Poeta francuski, Henry d'Andeli, na początku XIII wieku był świadkiem niezwykłego wydarzenia. Była to degustacja win. Zdecydował się upamiętnić ten moment i w 1224 roku napisał poemat La Bataille des Vins, tak powstał pierwszy opis degustacji wina. Owa Bitwa Win była turniejem, zarządzonym przez króla Francji Filipa Augusta, na którym miano wybrać najlepsze wino. Do tego tytułu pretendowało ponad 70 win, z Francji, Hiszpanii, Niemiec, a nawet Cypru. Były wśród nich dzisiejsze - ale i wtedy cenione – sławy: wina z Chablis, Saint-Emillon, Beaune i wielu innych regionów. Głównym degustatorem i sędzią był oczywiście sam król. Oprócz niego, degustacji i oceny win, podejmuje się również pewien duchowny angielski. Postać zapewne fikcyjna, przedstawiona w kontraście do króla i ośmieszająca Anglików. Podczas degustacji coraz zasypia, chrapiąc, a gdy budzi się, by ocenić jakieś wino, formułuje dość bełkotliwe i ordynarne komentarze. Poemat miał wydźwięk wyraźnie polityczny. Jak widać niechęć wobec Anglików, była widoczna wśród Francuzów już na długo przed wojną stuletnią. Lecz wróćmy do bardziej interesującej tematyki czyli wina, jakby nie patrzeć głównej tematyki poematu. Każdy z sędziów ma swoich faworytów, zgoła odmiennych. Obu degustatorów łączy jedynie to, że opowiadają się za winami ze swych krajów. Jako, że Bordeaux było w tym czasie we władaniu angielskim, tak więc te wina wybiera duchowny z wysp. Król natomiast chwali wina z Burgundii. Gdy w końcu przychodzi czas na ostateczne rozstrzygnięcie angielski ksiądz ucina sobie drzemkę. Król francuski sam kończy degustacje, dokonując dość nieoczekiwanego wyboru, mianowicie daje pierwszeństwo winu cypryjskiemu. Było to białe, słodkie, bogate wino, wielu ze dzisiejszych znawców widzi w tym winie cypryjską Commandorię. Dziś jest wino deserowe, wytwarzane tylko na Cyprze, z podsuszanych winogron dwóch odmian winorośli – białej - Xynistéri, i czerwonej - Mávro. Warto zauważyć, ile zwycięskie wino mówi nam o gustach ówczesnych degustatorów. Wśród konkurujących ze sobą win przeważały wina słodkie, co ciekawe, spośród wszystkich ocenianych win, tylko jedno było czerwone. W średniowieczu wina białe były cenione dużo bardziej niż czerwone, nie oznacza to, że nie pito czerwonych win. Również były popularne, ale raczej wśród niższych warstw społecznych. Arystokracja piła wina białe, których w ówczesnej Francji nie brakowało.  

poniedziałek, 2 lipca 2012

Winnice Boga


Dla niektórych zaskakującym może być fakt, że wino tak naprawdę zawdzięczamy Kościołowi katolickiemu, a dokładniej zakonnikom. Dzięki ich blisko tysiącletnim rządom nad winnicami europejskimi posiadamy dziś ten wspaniały napój. Mimo, że to historia dość znana to jednak opowiem, jak to bracia zakonni wzięli pod swą opieką niemalże wszystkie najlepsze winnice Europy. Opowieść wypada zacząć od początku, więc przenieśmy się na chwilę do Europy zachodniej w okresie wczesnego średniowiecza. Wtedy to, miał miejsce wzmożony rozwój życia zakonnego na starym kontynencie. Były to głównie zakony żyjące według reguły benedyktyńskiej. Oznaczało to tyle, że te zakony oddawały się dobrowolnemu ubóstwu i były poniekąd samowystarczalne. Zakonnicy musieli sobie sami zapewnić niezbędne do życia rzeczy. Dlatego też, te zakony parały się pracą na roli i hodowlą. A także winiarstwem, w końcu wino było - i jest - podstawowym elementem liturgii katolickiej. 

Oczywiście wielką naiwnością byłoby sądzić, iż tylko w tym celu zakonnicy używali wina. W końcu już św. Paweł pisał w swych listach do Tymoteusza: „Nie pij już samej wody; używaj trochę wina ze względu na swój żołądek i na swe częste omdlenia” (Tm 5, 23). Mnisi, jak na nich przystało, skwapliwie stosowali nakazy wczytywane w Biblii. Dlatego też wino towarzyszyło zakonnikom przy każdym posiłku. W niektórych zakonach, towarzyszyło ono w bardzo dużej ilości, według francuskiego duchownego Piotra z Castelnau, spożycia wina ok. IX wieku wynosiło ponad 3 litry dziennie na jednego zakonnika. Wydaje się to wręcz niemożliwe, jednak jest to prawdopodobne. Trzeba  pamiętać, że  wino w tamtych czasach było ono napojem, a nie alkoholem. Woda nie była zbyt bezpieczna do picia, roznosiła zarazy i epidemie, a znalezienie czystego i pewnego źródła wody było dość dużym problemem. Jednak po zmieszaniu jej z winem, nie była już niebezpieczna. Dlatego też wypicie 3 litrów wina zmieszanego z wodą, rozłożone na cały dzień i połączone z intensywną pracą fizyczną nie musiało skutkować upiciem, służyło bardziej jako napój energetyczny. Takie ilości wina spożywano tylko na początku, wraz z reformą benedyktyńską spożycie zostało zmniejszone do jednej heminy dziennie, czyli około 300 ml. I ta granica nie była sztywna, wraz ze starzeniem się reformy jej nakazy były coraz słabiej respektowane. Funkcjonowanie wina jako powszechnego napoju wiązało się z ogromnym na nie zapotrzebowaniem. Dlatego też niemalże przy każdym nowo założonym zakonie powstawały w niedługim czasie winnice. Były one niezwykle ważnym elementem życia zakonnego, również ze względu na to, iż przynosiły poważne zyski. W późnym średniowieczu, gdy zakony wyrobiły sobie renomę swojego wina, mogły je sprzedawać wedle własnego uznania, chętnych oczywiście nie brakowało. Jedno z opactw w Dijon, prowadziło nawet sprzedaż detaliczną, otwierając sklep o jakże adekwatnej nazwie „Pod Szarym Kapturem”. Zakonnicy opanowali zupełnie handel winem, głównie dzięki przywilejem królewskim i silnej władzy kościelnej w ówczesnej Europie. Wino zakonników było wyśmienite, więc nikt nie narzekał, że tylko oni je produkowali, no może poza paroma biskupami, którzy też chcieli mieć swój udział w tym jakże intratnym interesie.  

Wraz z rozrostem sieci klasztornej Europy rósł areał winnic europejskich. Nie byle jakich winnic. Braciszkowie pielęgnując swe winnice opiekowali się przyszłymi najwspanialszymi winnicami Europy, to właśnie tam należy szukać korzeni dzisiejszych grand cru. Pierwsze światowe burgundy były dziełem zakonników z opactwa benedyktyńskiego w Cluny. Wina z Pommard również zawdzięczamy benedyktynom. Cystersi są natomiast ojcami win z Chablis. Lecz nie tylko we Francji tak to wyglądało. Najwspanialsze wina reńskie są dziełem zakonników niemieckich, np.: dzisiejsze wina Schloss Johannisberg są tworzone w winnicach założonych przez benedyktynów z klasztoru w Fuldzie. Słynne hiszpańskie Valdepenas były dziełem cystersów. Także za słynne beaujolais należy podziękować braciom zakonnym. I za wiele, wiele więcej. Jak chociażby Chateauneuf-du-pape, ale to już materiał na inną historię.