Gdzie znajduje się największa piwnica na wino? Oczywiście, że nie we Francji. Tym tytułem, potwierdzonym w Księdze Rekordów Guinnessa, może się szczycić kompleks Milestii Mici, znajdujący się w Mołdawii, nieopodal Kiszyniowa. Podziemne korytarze tej piwnicy mają około 250 kilometrów długości (w użytku znajduje się blisko 120). W Milestii Mici znajduje się blisko 2 miliony butelek wina, co również jest światowym rekordem Guinnessa.
czwartek, 27 grudnia 2012
środa, 19 grudnia 2012
Szampańskie zamieszki
Legenda
o mnichu Dom Pérignon jest tak stara i oklepana, że obrazą dla moich
czytelników byłoby kolejny raz pisać o tym benedyktyńskim duchownym. Jednakże
historia szampana nie kończy się na nim. Dlatego dzisiejsza gawęda będzie o
tym, co musiało się stać, by uregulowano zasady produkcji tego wina. Wszystko
zaczęło się od tego, że początek minionego wieku był niezwykle trudnym okresem
dla producentów winogron w regionie Champagne. Najpierw, po długiej podróży po
niemalże całej Francji, dotarła tam filoksera, czyniąc nie mniejsze szkody niż
w pozostałych rejonach. Wkrótce także pleśń i mączniak zaatakowały szampańskie
winnice. Gdy doliczy się do tego zupełnie niesprzyjającą aurę pogodową – suszę,
grad, przymrozki i powodzie, to można sobie wyobrazić, jak wyglądały zbiory w
pierwszym dziesięcioleciu XX wieku.
![]() |
Obecna mapa regionu |
Plantatorzy winorośli chcieli nieco odbić
się od dna, sprzedając producentom szampana swoje owoce po nieco wyższych cenach.
Jako że tzw. domy szampana (maisons de champagne) miały duże
zapotrzebowanie na winogrona, to podwyższone ceny nie były im w smak. Co więcej,
owoców było tak mało, że cześć producentów zaczęła poszukiwać ich gdzie
indziej. Dzięki rozbudowanej sieci kolejowej bardzo łatwo można było sprowadzić
grona z południa Francji, czy nawet z Hiszpanii lub Niemiec. Szybko się okazało,
że winogrona importowane były tańsze niż te od lokalnych producentów, więc
nawet gdy w Champagne w końcu zwiększyły się plony, to domy szampana nie
zamierzały zaprzestać sprowadzania owoców. Lokalne gazety siały nawet plotki,
że niektóre domy produkują wino z angielskiego rabarbaru. Szampańscy
plantatorzy postanowili poskarżyć się na producentów w Paryżu. Rząd francuski
przyjął skargi właścicieli winnic i ustanowił prawo, że prawdziwy szampan
powinien się składać przynajmniej w 51% z winogron pochodzących z regionu
Champagne. Teoretycznie powinno to rozwiązać wszelkie problemy, ale w praktyce
nie rozwiązło żadnych. Domy szampańskie szybko poradziły sobie z nowym prawem,
zatrudniły specjalnych negocjatorów, aby wytargować jak najlepszą cenę za
winogrona, dodatkowo zmawiały się między sobą celowo, obniżając ceny. W końcu
dochodziło do tego, że plantatorzy sprzedawali swoje owoce po cenie ledwo
pokrywającej lub nawet niższej niż koszta produkcji. Tak dłużej być nie mogło,
zwłaszcza, że coraz więcej właścicieli winnic żyło na skraju ubóstwa. Tym razem
postanowili sami dojść sprawiedliwości. Na początku 1911 roku na ulice wyszli
mieszkańcy miasteczek Damery i Hautvilliers, zatrzymali ciężarówki z
transportami tzw. faux Champagne (czyli
każdego szampana wytwarzanego z innych winogron niż ich własne) i wyrzucili
całość ładunków do Marny. Ale to i tak nie był szczyt tego, do czego byli
zdolni zdesperowani plantatorzy. Bunty wybuchły również w innych
miejscowościach.
![]() |
Protesty w Champagne |
W miasteczku Aÿ ograbiono domy producentów szampana, niektóre
nawet podpalono. Do rana spłonęła cała miejscowość. Aby uspokoić sytuację, z
Paryża wysłano 40 tys. wojska. W każdej wsi wystawiono posterunki. Po tych
wydarzeniach rząd starał się rozwiązać ten, jak się okazało, bardzo poważny
problem. Tym razem próbowano zaostrzyć przepisy poprzez ustalenie konkretnych
granic regionu, z którego mógł pochodzić szampan. Negocjacje trwały długo,
głównie ze względu na plantatorów, którzy nie potrafili się porozumieć w
sprawie tego, które departamenty miałyby wejść w granice prawdziwego regionu
Champagne. Problem dotyczył przede wszystkim regionu Aube. Rozmowy jednak
przerwała wojna, jednocząc na cztery lata plantatorów i producentów. Po
zakończeniu Wielkiej Wojny negocjacje zaczęły się na nowo. Tym razem szybciej
udało się dojść do porozumienia. W 1919 roku rząd francuski uchwalił szereg
ustaw sankcjonujących obszar i metody produkcji szampana. Były to podwaliny pod
normy przyszłego AOC Champagne. Dokładne granice zostały ustalone w 1927 roku,
określały one winnice wokół 319 wiosek, w których można było sadzić winogrona
na przyszłego szampana. Dopiero w 2008 roku ten obszar powiększono do 359
wiosek.
sobota, 15 grudnia 2012
Winny Panteon
Mam
dziwnie negatywne odczucia wobec określania wina „napojem bogów”. Takie to
wyświechtane. Używane jakoś tak na siłę, gdy chce się znaleźć
pseudointeligentny zamiennik dla słowa „wino”. Poza tym, moim zdaniem, trochę
rozmija się prawdą. Bo jaki to napój bogów, jeśli każdy może spróbować wina i w zasadzie każdy je
pije? Chyba że to nieco głębsza analogia, według zasady, że wino jest napojem
bogów, bo wielu z nich ma je w swojej opiece. To tłumaczenie już bardziej by
mnie przekonywało, bo bogów wina i winorośli nie brakowało. Przykładowo, prawie
wszyscy znają dwóch czołowych opiekunów
i amatorów wina ze starożytności, czyli Dionizosa i Bachusa. Obaj byli
patronami wina, jak i wszystkiego, co
było z nim związane, choć Bachus był tylko zaadaptowanym do rzymskiego panteonu
bogiem greckim. Ale nie ma się czemu dziwić, bo Rzymianie robili tak z
większością bohaterów greckiej mitologii.
![]() |
Fufluns |
Obaj bogowie mieli równą pozycję w
swych panteonach, wśród wyznawców także. Na cześć każdego z nich odbywały się
coroczne święta, nazwane odpowiednio Dionizjami i Bachanaliami. Różnica między
nimi była podobna do tej między Symposjonem
i Commissatio (bardziej
zainteresowanych odsyłam do jednego z pierwszych postów). Z tego powodu senat
rzymski zakazał świętowania bachanaliów już na początku II w. p.n.e. Ale wróćmy
do bogów. Mimo że obaj są najbardziej rozpoznawalnymi bóstwami wina, to jednak
nie oni byli pierwsi. U Etrusków czczono boga Fuflunsa, boga winorośli. On
pierwszy został przejęty przez Rzymian, jednak jego kult nie spotkał się ze
zbytnią przychylnością i później został zastąpiony przez Bachusa. Ten z kolei
został zamieniony na boga Libera, ale on również nie upowszechnił się w
świadomości Rzymian. Jednak nawet przed Fuflunsem był inny bóg, a raczej
bogini. Nazywała się Gestin i pochylała się na losem winiarzy z doliny Tygrysa
i Eufratu. Była bóstwem sumeryjskim, a gdy tereny zostały przejęte przez
Akadyjczyków, to jej kult nadal był praktykowany, tylko lekko zmieniono jej
imię – teraz była to Gesztinana. Po kolejnej zmianie władzy w dolinie dwóch
rzek, tym razem na rzecz Asyryjczyków, rolę bogini wina przejęła Paget. Wśród
bogiń wina w Mezopotamii niewątpliwie wartą wspomnienia jest też Siduri, bogini
fermentacji, dlatego jest uważana zarówno za patronkę wina, jak i piwa. Jest
wspomniana nawet w eposie o Gilgameszu.
![]() |
Siduri |
Egipcjanie nie byli gorsi od reszty
świata śródziemnomorskiego i również mieli swoich bogów wina. Co ciekawe, w
Egipcie tę rolę pełnił Ozyrys, o czym zbyt często się nie mówi. Zwykle jest
uważany tylko za boga śmierci, jednak w Tekstach Piramid czasem określany jest
jako Pan Wina, a sam napój nazywa się Krwią Ozyrysa. Poza nim w Egipcie czczono
również boginię Renenutet, która była jednocześnie boginią wina i węży. Jej
figurki często znajdowały się w winiarniach, przy prasie do winogron lub w
innym ważnym miejscu. Wyżej wymienione bóstwa to najważniejsze postaci winnego
panteonu. Poza nimi znalazłem jeszcze kilka niezbyt pewnych opiekunów wina.
Celtowie mieli swojego Vinotonusa, który opiekował się ich winoroślą. W
państwie Azteckim wielbiono boginię Mayauel, która opiekowała się winem, a
także agawą i napojem z niej wytwarzanym. I jeszcze Grecy mieli ponoć swoją
Ojno, która dotykiem potrafiła zmienić wszystko w wino. Jak widać, bogów
winorośli, wina i wszystkiego co związane z jego wyrobem nie brakowało, a ci
przeze mnie wymienieni to zapewne tylko cześć wielkiego świata bożków, o
których wstawiennictwo wypraszali starożytni winiarze. Ale czemu tu się dziwić?
Wino w tamtych czasach było zbyt ważne, by jego losy pozostawiać jedynie w
rękach ludzi.
piątek, 7 grudnia 2012
Starość nie radość?
Nie
sposób określić, ile wysiłku zostało włożone w wytłumaczenie laikom, że wino
wcale nie jest „im starsze, tym lepsze”. Tylko określone rodzaje wina nadają
się do dłuższego leżakowania, a z tym też przecież nie można przesadzić. W
przypadku winorośli sytuacja jest trochę bardziej skomplikowana. Większość krzewów dożywa 25, maksymalnie 30
lat, a powodem tego są zazwyczaj kwestie ekonomiczne. Po wspomnianym okresie
spada wydajność krzewów, dlatego są one zastępowane nowymi, młodymi krzakami.
Jeśli winorośle są karczowane przed upływem tego czasu, to tylko z powodu
choroby lub zmiany trendów w kwestii uprawianych szczepów.
Winorośl z Mariboru |
W niektórych
winnicach utrzymywane są parcele, na których rosną kilkudziesięcioletnie
krzewy. Taka winorośli, mimo spadku wydajności, ma pewne plusy. Grona ze
starszych krzaków są mniejsze, a co za tym idzie, zawartość cukru w skoncentrowanym
soku jest wyższa. Dzięki temu wina pochodzące z działek oznaczonych we Francji terminem
vieilles vignes są bardziej
poważane i osiągają wyższe ceny. Utrzymanie winorośli w dobrym stanie jest
trudnym zadaniem, dlatego niewiele jest takich miejsc, gdzie produkuje się wina
z ponadpięćdziesięcioletnich krzewów. Ale jak zawsze jest parę wyjątków i paru
rekordzistów. Na przykład w Australii, w regionie Barossa Valley, jest winnica Turkey Flat. Jej cześć, obsadzona krzewami szczepu Shiraz, została potwierdzona
jako najstarsza winnica na świecie. Obsadzona została w roku 1847, więc łatwo
obliczyć, że już niedługo będziemy świetować jej 160-lecie. Oprócz tej winnicy
podobny wiek mają dwie parcele: jedna w winnicy Domaine Henri Marionnet z Doliny Loary (obsadzenie datowane
na 1850 rok), a druga w kalifornijskiej Grandepre Vineyard (obsadzenie datowane
na 1865 rok). Jeśli dla kogoś
półtora wieku jest zaskoczeniem, to wynik jaki osiągnęła słoweńska Žametovka,
będzie niemalże nierealny. W Księdze Rekordów Guinnesa ten krzew, na podstawie
współczesnych badań dendrologicznych, został oficjalnie zapisany jako nastarsza
winorośl na świecie. Liczy sobie ponad 400 lat (a być może nawet piećset,
dokładna data zasadzenia nie jest znana), a rośnie na ścianie Domu Starego
Krzewu w Mariborze.
![]() |
Butelka projektu Oskara Kogoja |
Do dziś zbiera się grona tej winorośli i wytwarzane jest z
nich wino. Co roku uzyskuje się od 30 do 50 kilogramów winogron. Z uwagi na ograniczoną
ilość, wino jest butelkowane w 250 ml buteleczkach, które bywają prezentami dla
najznamienitszych osób. Butelki te robione są na zamówienie. Autorem pomysłu na ich kształt
jest słoweński artysta Oskar Kogoj. Posiadaniem ich mogą się pochwalić np. Bill Clinton, papież Benedykt XVI,
cesarz Akihito, czy Arnold Schwarzenegger. Sadzonki z tej winorośli otrzymał w
prezencie Abdullah II, król Jordanii. Dlatego też jeśli ktoś narobił sobie
smaku na wino z tej konkretnej winorośli, to obawiam się, że realizacja tego
pragnienia może być dość skomplikowana. Najpierw zapewne trzeba by zostać
prezydentem USA lub papieżem, bo tego wina nie ma w sprzedaży. Sama winorośl
jest niezwykle ważnym elementem kulturowym słoweńskiego miasteczka. Zbiór
winogron i wyciskanie z nich soku jest jednym z kluczowych elementów corocznego
święta najstarszej winorośli. A wino ma swoja własną nazwę - Modra Kavčina, czasem tak samo
mówi się na odmianę winorośli, z której jest ono robione.
Post
Scriptum
Niestety,
w Internecie natknąłem się na pewną zagwozdkę. Otóż znalazłem niezbyt wiarygodną
informację, o tym, że najstarszą winoroślą na świecie nie jest Žametovka, tylko
nieznana mi z nazwy winorośl w klasztorze Hilandariou, znajdującym się na
półwyspie Chalcydyckim, na górze Athos. A liczy sobie podobno ponad 800 lat.
Czy to prawda? Nie mam pojęcia. Jeśli ktoś by o tym coś słyszał, to byłbym
wdzięczny za wyjaśnienie tej zagadki.
piątek, 30 listopada 2012
O łodziach, żywicy i greckim winie.
Lat
temu kilka mój przyjaciel przywiózł mi ze swego pobytu w Grecji butelkę wina.
Jako że wtedy moja wiedza na temat wina była na poziomie znikomym, to większej
uwagi do etykiety nie przywiązywałem. Prezent dość szybko opróżniliśmy, bez
większej refleksji nad smakiem czy aromatem. W każdym razie w winie tym
zasmakowałem, pomimo tego, że było białe (bo muszę przyznać, że jestem większym
zwolennikiem win czerwonych). Gdy padła nazwa – Retsina – też przeszła mi mimo
uszu. Dopiero pewien czas później dowiedziałem się, jak wielka historia była
zawarta w tej jednej butelce wina. Dziś jest ono znane przede wszystkim z charakterystycznego
smaku i aromatu, osiągniętego dzięki dodatkowi żywicy sosnowej. Ciekawa
anegdota mówi, że wino to powstało na skutek najazdu Rzymian na Grecję w II w.
p.n.e. Legiony rzymskie wypijały wszystkie zapasy greckiego wina. Wściekli
Hellenowie mieli wówczas dodać do wina żywicy sosnowej, by zniechęcić do niego
najeźdźców. Ostry smak wina odstraszył Rzymian, a reszta zapasów pozostała
nietknięta. Jak to z opowieściami bywa, nie zawsze są prawdziwe. Faktyczne
narodziny wina wyglądały trochę inaczej. Oczywiście nie da się dokładnie
ustalić, kiedy powstała pierwsza Retsina, ale przypuszcza się, że produkcja
zaczęła się już tysiąc lat przed Chrystusem. Żywiczny posmak i aromat wina nie
był początkowo celem samym w sobie, ale bardziej skutkiem ubocznym jego
produkcji. W czasach antycznych problemem było stworzenie szczelnie zamykanych
pojemników na wino, by mogło ono spokojnie przetrwać transport, ale także po
to, by nie psuło się z powodu nadmiaru tlenu. Rozwiązaniem problemu okazała się
żywica sosnowa. Używano jej do lakowania amfor. Również kadzie fermentacyjne
uszczelniano tym specyfikiem – w podobny sposób jak łodzie. Ciągła styczność
żywicy z winem znacząco wpływała na jego smak.
W taki sposób powstało
najbardziej charakterystyczne greckie wino. O jego renomie świadczyło to, że
nie pominęli go w swych opisach win dwaj najwięksi pisarze winni Cesarstwa
Rzymskiego – Columella i Pliniusz Starszy.
Obaj nie dość, że chwalili ten rodzaj greckiego wina, to jeszcze sami
zalecali dodawanie do moszczu odrobiny żywicy, jednakże nie do wszystkich win,
te najlepsze należało fermentować bez dodatku żywicy. Wraz z początkiem
użytkowania szczelnych beczek, rola żywicy zeszła na dalszy plan. Jednak Grecy
nie porzucili swej Retsiny i nadal była rozpowszechnionym napojem, ale tylko w
ich kręgu kulturowym. W późniejszych czasach to charakterystyczne wino jest
wspominane w różnych opowieściach, ale głównie w negatywnym kontekście. Gardła
średniowiecznych Europejczyków, przyzwyczajone przez braci zakonnych do
słodkich win, nie potrafiły przyjąć Retsiny z takim entuzjazmem, z jakim robili
to mieszkańcy Hellady. Przykładem mogą być średniowieczne legendy, które mówią,
że nadmiar nierozcieńczonej Retsiny miał być śmiertelny dla króla duńskiego
Eryka I Zawsze Dobrego, a także dla jego sąsiada, króla norweskiego Sigurda I
Krzyżowca. Na szczęście Grecy pozostali wierni swemu tradycyjnemu trunkowi. I
nie ma się czemu dziwić; ich wino zostało idealnie dostosowane do tradycyjnej,
dość ostrej kuchni greckiej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)