sobota, 28 lutego 2015

O winie z imperialnego przyzwolenia.


W poszukiwaniu kolejnych winnych historii udałem się na południe, do naszych słowiańskich braci z Półwyspu Bałkańskiego. Jak już niejednokrotnie wspominałem jest to region o bogatej tradycji winiarskiej i historycznej. Jednocześnie dość zaniedbany w kwestii czysto bibliograficznej. Dużo łatwiej znaleźć informacje o dziejach krajów Europy Zachodniej niźli Bałkan. Dotyczy to także dziejów wina. Ale zawsze uda się coś odnaleźć. Tym razem postaram się nieco przybliżyć historię wina mołdawskiego*, bardzo popularnego w naszym kraju, głównie dzięki bogatej ofercie czerwonych, półsłodkich mnichów i kagorów. Mimo, że taki rodzaj wina jest – nie bez powodów – zdyskredytowany w opinii koneserów, to jednak jego szeroka dostępność ma swe uzasadnienie w historii. Ale o tym za chwilę. Zacznijmy od początku, który – co jest dość naturalne dla tego regionu – miał miejsce w starożytności. Niestety przekazy z tego czasu są dość mgliste i niedokładne. Wiemy oczywiście, że Grecy, jak i Rzymianie doceniali wina z Tracji i Dacji. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że były to tereny od cieśniny bosforskiej, aż po północne krańce dzisiejszej Rumunii i Mołdawii. W jakim dokładnie miejscu tworzono te wspaniałe wina, doceniane przez starożytnych, ciężko powiedzieć. Jednak archeologia z całą pewnością potwierdza, że na terenach Mołdawii uprawiono winorośl już 2500 lat temu, czemu nie należy się dziwić, gdyż był i jest to kraj o przednich ziemiach. Wielkie zmiany polityczne związane z przejściem ze starożytności do średniowiecza niezbyt dotknęły ten region.
Stefan III Wielki
Mołdawia była zbyt daleko od centrum wydarzeń, by odczuć jakieś negatywne efekty. Aczkolwiek można powiedzieć, ze nastąpiła pewna stagnacja. Bo tak to się przyjęło w naszym myśleniu, że jak coś jest dobrze i się nie rozwija to znaczy, że jest stagnacja i jest źle. Ale mniejsza o to, ciekawe czasy nastąpiły wraz z rządami Stefana III Wielkiego, hospodara mołdawskiego. Tutaj muszę wtrącić ciekawostkę, gdyż Stefan Wielki, w czasie wojny domowej w swym kraju, zaprzyjaźnił się z Wladem Palownikiem, historycznym odwzorowaniem Drakuli. Obaj uciekli z Mołdawii do Siedmiogrodu. Stefan po paru latach wrócił do kraju i objął władzę w hospodarstwie mołdawskim. Wlad pozostał w Siedmiogrodzie i stworzył swą krwawą historię. Wróćmy jednak do wina, bo w końcu Stefan sporo dokonał w tej kwestii. Przykładowo powołał specjalnego urzędnika, którego zadaniem był dbanie o jakość wina oraz kontrolę nad najlepszymi winnicami. Idąc tropem zachodu, zdał się na zdolności zakonników w kwestii uprawy winorośli. Z jego rządami historia wiąże się kolejna historia. U końca XV wieku Bałkany byłe nękane przez Imperium Osmańskie. Stefan Wielki był jednym z władców, którzy musieli stawać czoło islamskiej potędze. Turcy atakując Mołdawię przystąpili do oblężenie twierdzy Soroca. Ponoć tę twierdzę udało się utrzymać tylko dzięki stadom bocianów, które w swych dziobach, przyniosły oblężonym wojownikom kiście winogron, będące ich jedynym pożywieniem od wielu dni. Ale nawet tak zacięta obrona nie pozwoliła Hospodarstwu Mołdawskiemu uchronić się przed potęgą Turków. O dziwo nie spowodowało to strasznego regresu w winiarstwie mołdawskim. Poza władzą nadrzędną nic w sumie się nie zmieniło. Ponownie nadszedł czas „złej” stagnacji. Prawdziwe zmiany nastąpiły dopiero w XIX wieku, gdy Mołdawia już długo tęskniła za własnym państwem. Wtedy to Besarabia (kraina geograficzna stanowiąca dzisiejszą Mołdawię) została włączona do carskiej Rosji. Zaskakująco było to bardzo pozytywny zwrot dla wina mołdawskiego. Dwór carski w tym czasie szukał pewnego źródła dobrego wina. Besarabia okazała się bardzo dobrym wyborem. Jakość wina, którą dało się tam osiągnąć, była wysoka i zupełnie wystarczająca. Otoczenie cara od razu polubiło wina z Besarabii, co szybko stworzyło zapotrzebowanie w niższych warstwach. Tym sposobem popyt na wino z tego regionu szybko wzrastał w całym imperium. Carowie też nie mieli zamiaru zaniedbywać regionu z tak zacnym winem. W XIX wieku, dzięki pomocy Moskwy, do Mołdawii sprowadzono winorośl z zachodniej Europy oraz wielu specjalistów, którzy pozwolili na szybki rozwój winiarstwa w tym kraju. U końca wieku XIX wieku, Mołdawia eksportowała wielki ilości wina na zachód, korzystając aktywnie z epidemii filoksery. Dochody z produkcji wina były tak wielkie, że utworzony Szkołę Winiarską w Stăuceni. Oczywiście oficjalnie powołaną ją dzięki traktatowi cara Aleksandra II. W zamysłach imperium rosyjskiego w Mołdawii miało powstać zaplecze winiarskie carskiej potęgi. XX wiek bardzo namieszał w tych ambitnych planach. Po pierwsze filoksera dotarła do Mołdawii w samej końcówce XIX wieku, dając się we znaki winiarzom, podobnie jak w Europy Zachodniej. Po drugie, obie wojny światowe też zawitały na te tereny i poczyniły spore szkody w winnicach. 
Mileștii Mici
Mołdawskie winiarstwo miało dużo do odrobienia po 1945 roku. Jak na ironię, to, że Mołdawia znalazła się w kręgu państw komunistycznych, bardzo pomogło w odbudowie uprawy winorośli w tym kraju. Radzieccy przywódcy również obrali sobie Mołdawię jako domyślnego producenta wina dla Związku Radzieckiego. Łatwo domyślić się, jak wielkie fundusze zostały wysłane do tego małego kraju, by odrodzić w nim produkcję wina. W latach 60-tych co druga butelka wina, spożywana w ZSRR pochodziła z Mołdawii. To właśnie dzięki Związkowi Radzieckiemu powstały takie miejsca Mileștii Mici. Winiarstwo mołdawskie szybko wróciło do swej potęgi, ale też równie szybko musiało stawić czoła nowym wyzwaniom. Kolejnym uderzeniem była ustawa antyalkoholowa sforsowana przez Grobaczowa. Mimo ambitnych planów sekretarza KC PPZR, winiarstwa mołdawskiego nie dało się stłamsić. Zwłaszcza, że ZSRR niedługo potem się rozpadło, a po upadku Związku Radzieckiego i tak wiele się nie zmieniło, bo Rosja wciąż importowała wino z Mołdawii. Sytuacja zmieniła się stosunkowo niedawno. W 2006 roku Rosja narzuciła embargo na wina Mołdawii, powodując niemały problem dla tego państwa. Od tego momentu ten bałkański kraj szuka zbytu na innych rynkach. Polska jest jednym z potencjalnych rynków zbytu. Ale nie będę rozwijał tego tematu, bo to zbyt świeża i skomplikowana sprawa. W każdym razie, pijąc następnym razem jakiegoś „kagora” pamiętajcie, że Mołdawia to coś więcej niż tylko tanie półsłodkie wina.

*Zostało mi (całkowicie słusznie) wypomniane, że uznanie Mołdawian za Słowian znacznie mija się z prawdą. Pochodzenie tej grupy etnicznej dużo bardziej skomplikowane niż mogłoby się wydać. Dlatego, mimo, iż Mołdawianie posiadają znaczny słowiański pierwiastek w swej kulturze, to z pewnością nie są Słowianami w dosłownym tego słowa znaczeniu. 

2 komentarze:

  1. Mołdawia to rzeczywiście kraj godny przypomnienia. W naszych tradycjach miał ważne miejsce. Najsłynniejsze u nas były wina z Cotnari (Kutnar). Co ciekawe ich popularność przypadła dwukrotnie - raz wiązała się z działaniami projakościowymi Stefana Wielkiego. Powtórnie Cotnari stało się popularne za PRLu, jako bodajże najlepsze wino rumuńskie na polskich stołach. Niestety poza tym Mołdawia zapisała się jako źródło taniego wina... Dla mnie również bardzo interesujący jest szlak tranzytowy wina, który wiódł z południa do Lwowa - to zdecydowanie najciekawszy szlak w naszych winnych tradycjach! Kiedyś pisałem o tym w "Czasie Wina", ale jak czas pozwoli to napiszę również coś na blogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczęśliwie, ostatnio coraz więcej dobrych win mołdawskich (i rumuńskich) można odnaleźć w polskich sklepach. Mam nadzieję, że taki trend się nie zmieni.
      A tekst z Czasu Wina był niezwykle ciekawy, teraz czekam z niecierpliwością na kolejną część :)

      Usuń