poniedziałek, 24 lutego 2014

O tym, jak armie oszukiwały handlarza winem.



Dziś nieco wykraczam poza granice historii wina, ale mam nadzieję, że wybaczycie mi tę małą wycieczkę i zechcecie poświęcić parę minut na kolejną gawędę. Otóż rzecz miała miejsce w wieku XIX i o dziwo nie miała żadnego związku z filokserą. Między innymi dlatego, że miała miejsce w Ameryce. Pierwsza połowa tego stulecia była niezwykle ekspansywnym okresem dla Stanów Zjednoczonych. Ucichły echa niedawnej wojny o niepodległość i ‘rodowici Amerykanie’ mogli w końcu wziąć się za budowę swej nowej ojczyzny. W ciągu zaledwie półwiecza udało im się zająć cały obszar ich współczesnego państwa. W międzyczasie zdołali wybić znaczną część prawdziwych rdzennych Amerykanów, nazywanych Indianami, na skutek jednej z najbardziej znanych historycznych pomyłek. Ale nie o tym mam pisać. Wróćmy do rozkwitu nowego państwa. Wszystko rozwijało się w szaleńczym tempie, a przede wszystkim handel. Wielu Europejczyków czuło okazję na dobry interes, więc pośpieszyło handlować z Amerykanami. Wszystkim czym się dało. Winem również. Jak to często bywa w takich sytuacjach, wielu osób trafiało tam z przypadku. Jednym z przypadkowych handlarzy winem była Jacob Snider, Amerykanin z Filadelfii o holenderskich korzeniach. Swą przygodę w tej dziedzinie zawdzięczał swemu przyjacielowi. Był nim John Vaughan, brytyjski filantrop, który odnalazł szczęście i fortunę w Ameryce. Również parał się handlem winem, a swój winiarski biznes zapisał w testamencie właśnie Sniderowi. 

List do Lejtnanta Johna McLaughina
W taki sposób Holender z Filadelfii stał się handlarzem winem. Był jednym z dostawców armii USA. Zachował się nawet list, w którym zwraca się do lejtnanta McLaughlin’a, aby ten zapłacił mu za dostawę wina dla armii. Nota bene armia tego oficera wyruszyła na drugą wojnę z Seminolami, Indianami zamieszkującymi Florydę. Ale handlowanie winem nie było dla Snidera życiowym osiągnięciem, zapewne było dochodowe(chociaż nie znalazłem informacji czy udało mu się w końcu uzyskać zapłatę od McLaughlina), jednak nie sprawiało mu takiej przyjemności jak jego hobby, którym była inżynieria. Jacob Snider został zapamiętany jako wynalazca. On jako pierwszy opatentował karabin odtylcowy, używany przez brytyjską armię. Aby nie być posądzonym o kłamstwo dodam, że nie był to pierwszy w ogóle karabin odtylcowy, autorem pierwszego takiego wynalazku jest Johann Nikolaus von Dreyse. Snider wziął udział w konkursie organizowanym przez brytyjską armię na przebudowę ich obecnego standardowego karabinu Enfield. Udało mu się opracować modyfikację, która kosztowała mniej niż 1 funt i nie pogarszała celności obecnego modelu. Dzięki temu Snider wygrał konkurs, a jego karabin został przyjęty do uzbrojenia w 1866 roku. 

Karabin Enfield-Snider
Dla niezorientowanych dodam, że to był ogromny krok naprzód w kwestii uzbrojenia XIX wiecznych armii. Pierwszym wyraźnym plusem było znaczne zwiększenie szybkostrzelności (z 4 strzałów na minutę do 12), a drugim poprawienie celności. Dla całkowitych laików dodam, że podstawowa różnica była taka, że karabin Snidera miał zamontowaną komorę nabojową znajdującą się nad spustem, i od tej pory nie trzeba było już stawiać karabinu na ziemi by go ponownie załadować. W taki sposób handlarz winem zrewolucjonizował oblicze przyszłych wojen. Oczywiście nie można go za to winić, ale to poniekąd dzięki jego wynalazkowi kolejne konflikty, a w szczególności dwie wojny światowe, były tak krwawe, i pochłonęły tak wiele ofiar. Smutnym zakończeniem tej historii jest fakt, że Snider po raz kolejny nie mógł się doczekać zapłaty od wojska. W 1866 roku zmarł w ubóstwie na angielskiej ziemi, nie doczekawszy zapłaty za swój genialny wynalazek. A jego syn jeszcze wiele lat walczył z rządem brytyjskim o wypłatę należnych mu pieniędzy.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz